Jak Glazerowie przejęli Manchester United: ciche przejęcie, dług i zdrada futbolu
Amerykańska rodzina po cichu kupiła niewielki, 3-procentowy pakiet akcji Manchesteru United w 2003 roku. Wtedy nikt nie panikował. United było notowane na giełdzie od lat, a inwestorzy przychodzili i odchodzili.
Ale to nie był zwykły inwestor. Malcolm Glazer zbudował swoje imperium poprzez wykupy lewarowane — pożyczał pieniądze, by kupować aktywa, a następnie obciążał te same aktywa długiem. Zrobił to już wcześniej z Tampa Bay Buccaneers, zamieniając skromny zakup drużyny NFL w franczyzę wartą ponad 25 razy więcej, niż zapłacił, nie ryzykując przy tym prawie żadnych własnych pieniędzy.
Nigdy nie chodziło o sport. Chodziło o biznes. Czysty zysk.
Podczas gdy kibice United wciąż cieszyli się blaskiem lat 90., Glazerowie po cichu skupowali akcje przez cały 2004 rok, celowo pozostając poza radarem. Kibice szybko dostrzegli zagrożenie. Organizacja Shareholders United ostrzegała, że Glazerowie nie przychodzą budować klubu — przychodzą obciążyć go długiem.
Początkowo zarząd się z tym zgadzał i odrzucał próby przejęcia. Ale Glazerowie dalej kupowali małe pakiety, aż nagle kontrolowali około 30% klubu. Rozpoczęła się walka o władzę.
W tym samym czasie Manchester United rozrywały wewnętrzne konflikty. Sir Alex Ferguson był uwikłany w zaciekły spór z irlandzką „mafią Coolmore” — Johnem Magnierem i J.P. McManusem. To, co zaczęło się jako konflikt o konia wyścigowego, przerodziło się w procesy sądowe, dokumenty BBC atakujące rodzinę Fergusona i całkowitą dezorganizację na poziomie zarządu. Irlandzki duet chciał pozbyć się Fergusona. Ferguson potrzebował ochrony.
Glazerowie dostrzegli swoją szansę.
Na początku 2005 roku Magnier i McManus niespodziewanie zawarli ugodę z Fergusonem poza sądem. Ferguson odszedł z odszkodowaniem w wysokości 2,5 miliona funtów. Wkrótce potem Irlandczycy sprzedali cały swój pakiet akcji Glazerom. Powód był prosty: poprzez chaos obniżyli cenę akcji, a następnie sprzedali je w idealnym momencie.
Sam Ferguson dokonał dramatycznego zwrotu. Początkowo sprzeciwiał się Glazerom, lecz poparł ich, gdy stało się jasne, że zapewnią mu kontrolę i stabilność wobec jego wrogów. Do maja 2005 roku Glazerowie przekroczyli próg 75%, wycofali United z giełdy i sfinalizowali przejęcie.
Oto kluczowa prawda:
Kupili Manchester United za dług i sprawili, że to Manchester United go spłacał.
Już w pierwszym roku klub zapłacił 113 milionów funtów samych odsetek. Ani jeden pens Glazerów nie trafił do drużyny. Dług był obsługiwany przez ceny biletów, umowy sponsorskie i globalnych kibiców — przez sam klub.
Wzięli instytucję wolną od długów, samowystarczalną finansowo, i zamienili ją w narzędzie do obsługi pożyczek i wypłaty dywidend.
Na swoją obronę Ferguson nadal wygrywał. Przychody komercyjne eksplodowały. Ale pod trofeami fundamenty gniły. Gdy Ferguson i David Gill odeszli w 2013 roku, struktura piłkarska się załamała. Ed Woodward przejął kontrolę, United wydało ponad 2 miliardy funtów bez planu, a Old Trafford pozostawiono, by popadało w ruinę.
Tymczasem Glazerowie wypłacali sobie miliony.
Gniew kibiców eksplodował: protesty, bojkoty, FC United, a w końcu wtargnięcie na Old Trafford, które po raz pierwszy w historii doprowadziło do przełożenia meczu Premier League. Potem przyszedł skandal z Superligą, napędzany przez Joela Glazera, który po raz kolejny potwierdził, że zysk był ważniejszy niż piłka nożna.
W 2023 roku, gdy stadion się sypał, a wzrost przychodów wyhamował, Glazerowie sprzedali 27,7% udziałów firmie INEOS. Pojawiła się pewna nadzieja. Ale rzeczywistość pozostaje:
Glazerowie nadal są właścicielami Manchesteru United. Glazerowie nadal czerpią zyski z Manchesteru United. Nie zbudowali tego klubu i w niego nie zainwestowali.
Obciążyli go długiem i kazali nam za to zapłacić.
Tak właśnie Manchester United został skradziony — powoli, po cichu, bezwzględnie — aż największa piłkarska instytucja w Anglii stała się produktem finansowym.
A walka o nasz klub trwa dalej. 
